Natłok pracy na studia, rozdział już na pewno w weekend, o ile ktoś jeszcze nadal na niego czeka XD

11 września 2016

Rozdział 25 "Wybaczyć Niewybaczalne"

Zostałam wtrącona do królestwa demonów, którego wrota zatrzasnęły się za mną przy akompaniamencie jęków zmartwychwstałych dusz, zaklętych w rozżarzone cegły piekielnych fortyfikacji, buchających gorącem, palącym doszczętnie ziemię pod moimi nagimi stopami.

Osuwam się w nicość, a była ona niczym mroczny ocean oblewający rozgrzane brzegi roztaczającej się przede mną krainy. Rozwścieczone, przytłaczające swą potęgą fale, zalewały mój umysł, po czym odbierały wraz z odpływem wód resztki mojej świadomości.

Oto ja – topielec oddający bezwstydnie swoje wiotkie ciało żywiołowi, spragnionemu bliskości istoty, której skrywane serce bije szybkim rytmem.

Oto ja – przeklęta dziewica, tańcząca wraz z cieniami, wygnanymi przez łono, które samo wydało je na świat. Spętana lodowatymi kończynami. Porwana, by dołączyć do wiecznego tańca. Oddycham, lecz przestaję znów, gdy na moim gardle spoczywa tysiące szponów, przytrzymujących mnie, aby wody mrocznego oceanu mogły ponownie wlać się we mnie, gwałcąc każdą komórkę mojego ciała, by zaspokoić swoje brudne żądze.

Oto ja – upadła i zniewolona. Przyjmująca pocałunki oszalałych cieni, wirujących wokół mnie, skręcających swoje karki. Ociekająca sokami, wytwarzanymi przez ich rozpadające się, złożone w ofierze diabłu ciała.

Nie mogę się uwolnić. Ucieczka to rozwiązanie godne dusz, których wcześniejszy jęk przeobraził się w chmarę kruków, wrzeszczących w rytm tragicznej, stadnej pieśni. Ich głos obijał się echem od głębi czeluści, będącej naszym niepewnym podłożem pośród grud spękanej, obolałej ziemi, napęczniałej od krwi i popiołu.

Straciłam panowanie. To ciało nie należało więcej do mnie. Zostawiłam je gdzieś poniżej. Za sobą . W oddali.

Wirowałam wśród nagich drzew, dręczonych przez ból istnienia, powykręcanych w akcie wstydu. Na gałęziach ich mieszkały węże o ognistych, ociekających śluzem cielskach, pochłaniających wszystko, co odbiło się w ich mrocznych oczach, łącznie ze swoimi demonicznymi pobratymcami.

Ostre kły, rozpuszczały moją duszę niczym kwas.

Jestem mknącym cieniem, przecinam powietrze. Zniknę. Gdzieś się rozpłynę.

Z ulgą wsiąknie mnie ziemia. Rozkosznie zatrze wszelki ślad. Pochłonie i schroni, a ciszą pomodli się nad moim niewidzialnym grobem.

Zapadam się, a w usta wkrada się słodki smak krwi, będącej zlewiskiem kropel z każdej
z naszych żył. Zapach jej odurza mnie i tuli do snu.

- Umierasz – wyszeptał Gospodarz, nie pozwalając mi przespać jego piekielnego balu.

***
- Musisz to zakończyć, natychmiast.

- Lepiej się odsuń albo nawet nie zdążysz pożałować tego targnięcia się na mnie.

Prychnął.

- Myślisz, że wystarczy groźna mina i każdy bez wyjątku odpuści, a ty będziesz mógł ziścić wszystko to, co zrodzi twoja chora wyobraźnia?

Kryształ zaśpiewał swoją ostatnią dźwięczną melodię przez śmiercią, która ujęła go w swoje ramiona wraz z jego upadkiem, po czym rozsadziła od wewnątrz i uczyniła ze szczątek jego ciała swoje własne narzędzie zniszczenia.

- Nie potrafisz tego zrozumieć, bo nie jesteś stworzony do większych celów. Nie potrafisz sięgać dalej.

Metal i twa skóra, dwaj kochankowie. Rozkosz cierpieniem podszyta, słono opłacona milczeniem twoich ust.

- Przestań pierdolić, jak obłąkany! Czy ona naprawdę cię nie obchodzi? Jest żywą istotą,
a nie maszyną, która wytrzyma każdą twoją chorą fantazję.

Zgrzyt ich zębów, prześlizgnął się po moich piersiach, zabierając oddech, po czym wdarł się do umysłu, wbijając wyimaginowane paznokcie, miażdżąc pulsujący nieznośnie w czaszce mózg. Urażona tym impulsem, podniosłam natychmiast powieki, zrywając liny, pętające moje ciało.

Ujrzałam gardło Iwa, ociekające krwią, pieszczotliwie spływającą po błyszczącym ostrzu, dzierżonym przez dłoń Felixa.

- Umieram– wyszeptałam, skołowana wizjami.

Ich ciała skurczyły się i opadły, niczym skrzydła motyli, gotowe do zasłużonego spoczynku. Na twarzy Felixa malowało się przerażenie, przeplatające się ze złością oraz ulgą, jaką czuł na mój widok. Podszedł do mnie szybko, po czym opadł na kolana, chowając głowę w swoich rękach, które oparł na skraju wanny wypełnionej wodą, otulającą moje obolałe ciało. Przeniosłam dłoń na jego złociste włosy, po czym zanurzyłam w nie opuszki palców, rozkoszując się ich miękkością. Oddychał ciężko, a szloch odebrał mu mowę. Przeniosłam wzrok na Iwa, obawiając się tego, co mogę ujrzeć. Mój drogi mentor, kopnął krzesło, tym samym zmieniając jego położenie od starego, okrągłego stołu na miejsce przy tlącym się lekko kociołku. Usiadł, ujął w swoje szczęki korek od zaśniedziałej butelki wysokoprocentowego alkoholu, po czym splunął na dywan i pociągnął z jej szyjki spory łyk. Spojrzał na mnie, a jego przekrwione oczy, wydawały się dziwnie drapieżne, zupełnie jakby jego serce zostało pochłonięte przez pierwotny, zwierzęcy mrok.

Moje ciało przeszedł dreszcz, który spadł z niego prosto do otaczającej mnie wody, tworząc delikatne fale na jej powierzchni. Felix obdarował mnie swoim zapłakanym spojrzeniem.

- Proszę cię, Arianno. Już dość tego. Możesz z tym skończyć.

Wstałam, a biały materiał, którym byłam obwiązana od piersi aż do ud przyległ do mnie kurczowo, odsłaniając każde uwypuklenie w mojej sylwetce. Po chwili zanurzyłam stopy w miękkim zielonym dywanie, imitującym mech porastający zapomniane dawno kamienie.

- Nie powinieneś tutaj przychodzić. To ja ciebie proszę. Daj nam pracować. – powiedziałam cicho, ujmując jego mokry policzek.

Felix zerwał się, odrzucają przy tym moją dłoń. Po chwili jedyne, co zostało po jego obecności to wibrujący w powietrzu trzask drzwi oraz płynące krople krwi, które niczym deszcz zmieniały swój bieg. Tym razem to ja uklęknęłam przed Iwem, po czym ucałowałam jego zakrwawione dłonie.

- Wybacz mu, on nigdy nie zrozumie. – szepnęłam, odrywając kawałek okładu, służącego mojemu ciału.

Przyłożyłam go do rany mojego towarzysza, po czym natarłam miejsce zranienia olejkiem leczniczym przy akompaniamencie melodyjnego wypowiadania zaklęć.

- Mam tego dość, tym razem nie podaruję mu. – warknął Iwo, a ja czułam jak bucha od niego nienawiść.

Złapałam go za policzki, po czym zmusiłam do spojrzenia na mnie.

- Muszę to wygrać, nieważne za jaką cenę. To dla mnie szansa, dla nas obojga. On tego nie rozumie, nie chce mi na to pozwolić. Tylko ty wiesz, jakie jest moje przeznaczenie.

Położyłam głowę na jego ramię, czując jak oddycha ciężko.

- Myślę, że Felix też wie i uważa, że jest w stanie cię uratować. – powiedział, wciąż pobudzony.

Alkohol spływał mu po policzku, a ja łapałam jego krople prosto do moich ust.

- Mnie nie da się uratować. – zaśmiałam się, ujawniając przez chwilę szaleństwo, lęgnące się w mojej duszy.

- Dlatego wiem, że stać cię na jeszcze więcej. Jesteś coraz bardziej szalona, zarażasz mnie tym.

Oderwałam się od niego, po czym dalej się śmiejąc, opadłam na podłogę i wyginając się sprawdzałam w jakim stanie jest moje ciało. Iwo przyglądał się mi lubieżnie, łypiąc oczyma spod szkła butelki.

- Warto było poddać się mojej mocy? – spytał, wyraźnie zadowolony z siebie.

Usiadłam na miękkim dywanie, po czym odrzuciłam do tyłu wilgotne włosy, oblizując przy tym rozgrzane wargi.

- Przekonamy się o tym na następnym treningu. – powiedziałam, puszczając oczko.

Pokręcił z rozbawieniem głową.

- Naprawdę nie sądziłem, że potrafisz być tak szalona. Zmieniłaś się.

Machnęłam dłonią, przewracając się znowu na plecy.

- Zmieniłam się. – powtórzyłam, obracając językiem wypowiedziane słowa, jakby smakując ich znaczenie. – Wiele się zmieniło razem ze mną.

- To prawda – mruknął Iwo, po czym poprawił opatrunek i zaczął szukać czegoś w stercie swoich rzeczy, ustawionych pieczołowicie na wąskim stoliku. – Dorosłaś.

- Moim celem jest Turniej oraz podbicie Hogwartu. Chcę zostawić gdzieś po sobie ślad. Robić to, do czego jestem stworzona. Nie chcę dalej błąkać się i bać się, że nie jestem dosyć dobra. Pamiętasz? Miałam być tą najlepszą. Dzięki tobie mam możliwość tego dokonać. Stać się taką, jaką pragnęłam przez wszystkie bezsenne noce wśród murów Durmstrangu. Jestem Nocną Łowczynią, a nie przestraszoną Arianną, uciekającą od swojego przeznaczenia.

- Hamowaną przez chłoptasia, który równie mocno boi się wielkiego świata? – z jego ust płynęła ironia.

Nie wiem, czy potrafiłabym przyznać się sama przez sobą, że mam dość dziecinnego zachowania, jakim odznacza się Felix. Miałam wrażenie, jakby traktował mnie jak swoją własność, a zarazem porcelanową lalkę, nie będącą w stanie zadecydować o samej sobie.  Panem mojego życia wciąż był strach, a ja miałam dość tego uczucia. Nie mogłam znieść tego zagubienia. Mętliku w mojej głowie. Jedyną szansą na ratunek od niego były wyczerpujące treningi oraz eksperymenty Iwa jakim poddawałam się z własnej woli. Miałam nadzieję, że tym razem uda mi się w końcu być tym kim chciałam być. Pomimo każdej porażki jaką odnosiłam w osiągnięciu takiej postawy, wciąż chciałam walczyć o swoją dobrą przyszłość
i o wkroczenie do świata jaki stał dla mnie otworem. Turniej Polarnej Gwiazdy przestał być dla mnie swego rodzaju atrakcją, wyzwaniem, jakie miałam podjąć wraz z przyjaciółmi. Stał się szansą na udowodnienie sobie, że nie zapomniałam o sile jaka we mnie drzemała odkąd tylko przepowiedzianym mi zostało stanie się Nocną Łowczynią. Za punkt honoru obrałam sobie nie zmarnowanie danego mi życia, szansy. W głębi duszy bałam się, że ponownie nie będę w stanie sprostać zasadom ustalonym w kodeksie, a stanę się niewolnicą swoich własnych uczuć do Felixa. On był zbyt ludzki, aby zrozumieć, co mną kierowało. Obwiniał wszystkich o cierpienie jakie towarzyszyło mi w ostatnich tygodniach. Nie mógł pogodzić się z myślą, że sama wyrządzam sobie tę krzywdę. Byłam dla niego zbyt delikatna, niewinna. Nie widział czyhającego we mnie zła, a ja wiedziałam, że prędzej czy później przyniosę mu zgubę. Widziałam jak jego własne demony doprowadzają go do obłędu. Jak bardzo pragnie zabić tych, którzy odbierają mi resztki świadomości, torturując, zupełnie jak tego dnia Iwo. Tylko ja mogę być jego ukojeniem. Życiodajnym deszczem, kojącym pożogę trawiącą jego przepełnione bólem i nienawiścią serce.

- Jest zbyt ludzki, aby pojąć nasze czyny. Mimo wszystko jestem ci wdzięczna, za to, że jesteś moim mentorem.

Iwo zatoczył się, opadł ponownie na krzesło, ogrzewane od tyłu płomyczkiem tańczącym
w kominku, po czym odpalił przepełniony po brzegi tytoniem papieros.

- Uwierz mi, słonko – zaczął, po czym całą swoją uwagę skupił na rozpływającym się po jego płucach dymie. – Nie byłbym w stanie ci tego robić, będąc kompletnie trzeźwym. Moje serce też ma swoje ograniczenia.

- To oznacza, że nie jestem ci obojętna wbrew temu, co mówi Felix. Zresztą doskonale wiem, że nigdy nie byłam. Tortury to jedyny sposób, abym stała się nie do złamania. Tylko wtedy będę w stanie przeżyć  męczarnie z nawet najokrutniejszych rąk, które będą zadawać mi ciosy. Uodparniam się. Wzmacniam.

- To prawda – rzekł, wzdrygając się na myśl o potędze, jaką mogę zyskać. – Zrobiłaś ogromne postępy.

Zaczęłam tańczyć, obejmując samą siebie ramionami, czując jak przez każdą komórkę przepływa ogromna energia.

- Dziękuję ci za wszystko, Iwo. Gdyby nie ty, nie miałabym szansy na doskonalenie siebie. Masz ogromną wiedzę i wiesz, w jakim kierunku mnie kształcić.  

- Taka moja rola. – westchnął, opróżniając butelkę. – Nie myśl, że sprawia mi to przyjemność. Wolę wykładać wiedzę o świecie niż patrzeć jak leżysz wycieńczona po kolejnym treningu lub po kolejnej sesji z Crucio.

Świat przestał wirować razem ze mną, a ja podbiegłam do niego szybko i ucałowałam go w policzek.

- Na razie możemy skupić się na innych dziedzinach. Obiecuję, że nie będę się sprzeciwiać. – zawołałam wesoło, po czym opuściłam pokój.

Usłyszałam jak Iwo rozbija pustą butelkę o ścianę. Cofnęłam się o krok, po czym spojrzałam na niego. Ukrył twarz w dłoniach, a moje serce ścisnął smutek. Byłam pewna, że eksperymenty jakie na mnie przeprowadzał musiały kosztować go więcej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Dlaczego więc mi je zaproponował? Owszem, były ciężkie do zniesienia
i sprawiały, że traciłam kontrolę nad sobą, lecz zmuszałam się do kolejnych sesji, bowiem wiedziałam, co dzięki nich zyskam. 

Czy oboje staliśmy się potworami? Czy to, jacy byliśmy kiedyś, odeszło w zapomnienie?
Wyrzuty sumienia stały się naszymi aniołami, których dotyku nasze brudne dusze nie mogły znieść.

Nie oczekuję, że ktokolwiek zrozumie nasze czyny, nie mówiąc już o ich pochwale. Dopóki miałam wiarę w to, że każdego dnia staję się lepszą i silniejszą Nocną Łowczynią, dopóty mogłam wciąż znosić nowe dawki bólu, stawać twarzą w twarz z nowymi wyzwaniami.
Gdyby tylko Felix potrafił zrozumieć. Wszystko byłoby inne. My bylibyśmy inni. Bałam się, że zniszczyłam nas bezpowrotnie.

Czy nasze marzenia, plany, uczucia nadal miały prawo istnieć? Może przegoniliśmy je jak ptaki? Spłoszyliśmy, rozżaleni, odłączeni od siebie na zawsze? Czy byłam na tyle silna, aby zmierzyć się z myślą, że to moje ambicje działały destrukcyjnie na każdego, kto ośmielił się dotknąć mojego serca?

Moje stopy bezwiednie poprowadziły mnie na brzeg spokojnego morza, pochłaniającego brzoskwiniową, mieniącą się tarczę Słońca. Nieśmiały podmuch wiatru muskał kosmyki moich włosów, porywając je do swojego tańca. Wiedziałam, że zastanę tam Felixa. Spacerowaliśmy wspólnie po tym piaszczystym wybrzeżu podczas każdego zachodu.

- Myślałem, że już do mnie nie przyjdziesz. – powiedział, słysząc jak piasek zapada się pod moimi nagimi stopami.

Usiadłam obok niego, pozwalając falom obmywać moje uda. Położyłam swoją dłoń na jego. Chciał ją zabrać, odepchnąć mnie od siebie, lecz przytrzymałam go, nie pozwalając mu uciec przed tą rozmową.

- Dlaczego musisz sobie to robić? – spytał, a jego głos przepełniony był pretensjami.

Przez chwilę pomiędzy nami zapadła cisza, która pożerała nas obojga. Jednakże nie byłam
w stanie odpowiedzieć na to jedno, krótkie pytanie. Czułam jak jego obecność ponownie sprawia, że moje serce łka za jego bliskością, za beztroską jaką mi dawał.

- Nie mogę znieść tego widoku, kiedy całe twoje ciało drży i wykręca się z bólu. – mówił, pełen obrzydzenia. - Twój krzyk … To pieśń, tuląca mnie do snu każdej nocy, a ja … a ja nie mogę nic zrobić. I nie potrafię tak na was patrzeć. Jak oboje zgadzacie się na te chore praktyki.

Położyłam się na piasku, po czym pociągnęłam za sobą Felixa. Razem oglądaliśmy płynące powoli chmury, przyodziane w różowe i pomarańczowe szaty.

- To część mojego treningu. Muszę być gotowa na każdą próbę złamania mnie. Nie oczekuję, że zrozumiesz, ale proszę cię o wsparcie. Potrzebuję cię. Bez ciebie nie dam rady na tym Turnieju.

- Nie chcę tego wspierać. Nie wiem, jak Eliza może.

Przewróciłam się na bok, aby móc położyć dłoń na jego piersi.

- Ona wie, jak to jest, być tą wybraną. Nocne Łowczynie to nie czarodziejki w czarnych tiarach i sukieneczkach do kolan. Jesteśmy potężnymi przeciwniczkami, czyhającymi zawsze tuż za rogiem. Mamy misję, jakiej nikt inny nie jest w stanie wypełnić, a ja obiecałam sobie, że stanę się najlepszą i właśnie do tego dążę.

Felix westchnął ciężko, po czym przytulił mnie mocno. Zamknęłam oczy, rozkoszując się ciepłem jego ciała.

- Po prostu boję się o ciebie. Nie chcę cię stracić. Nie zasługujesz na żadne cierpienie tego świata. Jednakże, jeżeli taka jest twoja wola. Pojadę razem z tobą i dam z siebie wszystko, by cię zadowolić.

Czy naprawdę tak łatwo wybaczyć jest Niewybaczalne?

Ucałowałam go w policzek, dziękując tym samym za wyrozumiałość. Złapałam go za dłoń, po czym zmusiłam do skakania wraz ze mną przez zmierzające ku nam fale. Ponownie byłam
w stanie śmiać się na cały głos, czując jak moje serce przepełnia beztroska. Pierwszy raz od dawna mogłam przyznać się sama przed sobą, że byłam szczęśliwa. Miałam wszystko to, czego pragnęłam i potrzebowałam, aby czuć satysfakcję ze swoich dokonań. Czułam, że
w końcu zbliżam się do odkrycia swojego prawdziwego oblicza, a uczucie to wzmacniał termin, który wciąż prześladował mnie, gdy przewracałam karty kalendarza. 

***

Stworzone późno w nocy, błogosławione przez kapryśną wenę. Urywek, który miał na celu pokazać rozpaczliwe dążenie do doskonałości, poświęcenie i ryzyko. 

Pozostawiam go do oceny Wam, a ja mogę jedynie cieszyć się z tego, że udało mi się napisać coś, co już wkrótce rozwinie się i stanie się częścią czegoś o wiele większego. :) 

Amin

1 komentarz:

  1. Hej, kochana! Ja tylko na chwilę, aby dać znać, że rozdział przeczytany i jest po prostu totalnie przegenialny. Jesteś niesamowita! Nie dam rady teraz opisać, jak bardzo mu mi się podobało, więc nie będę nawet próbować. Brak słów na twój talent i geniusz. Po prostu... Po prostu mam ochotę schować głowę w piasek i nigdy więcej nie pisać, tylko twoje teksty. W kółko i kółko. Jakimś cudem wi-fi pod tym piasek, tak... W każdym razie, rozdział przecudny, przewspaniały, przegenialny, ten opis z torturami po prostu rzucił mnie na kolana. Niesamowity.

    Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń