Byłam w szpitalu. Wycinali mi nowotwór. Mam studia i dużo pracy na nich. Układam sobie życie ze swoim długoletnim chłopakiem. Kocham pisać i to się nigdy nie zmieni i żadne długie przerwy nie sprawią, że przestanę tutaj zaglądać, dlatego musicie uzbroić się w cierpliwość jeśli ktoś tutaj jeszcze zagląda.

6 września 2017

Rozdział 26 "Złoty medalion"

Ostrze gramofonu musnęło czarną, błyszczącą powierzchnię płyty winylowej.

Jęknęła cicho, skazana na wieczne okaleczenie, lecz po chwili, gdy pierwsze wibracje jej głosu rozpłynęły się bezpowrotnie w powietrzu, ugięła się ponownie pod naciskiem swojego oprawcy, w którego ramionach spoczywała. Na jego rozkaz zaczęła wydobywać z siebie kolejne dźwięki, coraz to głośniejsze oraz bardziej regularne, łączące się w pary tuż na krawędzi jej sukni. Odrywając się od niej, tworzyły wspólnie melodię cichą i spokojną, lecz zarówno naznaczoną smutkiem, jaki był wyczuwalny tylko dla niektórych dusz.

Jego usta stworzyły wraz z palcem wskazującym pionową linię, która stała się kluczem do moich ust. Przechylił ciężar ciała ku swojej prawej stronie, wprawiając w ruch obrotowe krzesło przy barze. Podążyłam wzrokiem za jego spojrzeniem,  aby ujrzeć obiekt jego zainteresowania. W tym samym momencie zielone sukno, okalające drewniane kolumny, będące jednocześnie granicami sceny, rozwarło się i ukazało upiorną ciemność kulis. Dopiero po chwili, z lodowatej czeluści wyłoniła się młoda kobieta. Jej suknia, uszyta niczym z porannej mgiełki zafalowała, gdy podeszła do gramofonu i oparła się o niego zgrabnie. Felix poruszył się niespokojnie, kiedy to światło sączące się z kryształowego żyrandola padło na jej, prześwitujące przez materiał, młode i delikatne piersi. Ujęłam dłonią nóżkę szklanej, smukłej lampki, po czym poruszyłam nadgarstkiem, aby wprowadzić w ruch rubinowy płyn, uwięziony w naczyniu.

- Mugolka. – wyrzuciłam z siebie, zrywając okowy milczenia, w jakie wcześniej mnie zakuł.

Odwrócił się do mnie połowicznie, a na jego obliczu malowało się zdumienie. Lewa powieka opadła na moje oko. Podniosłam lampkę wina, przez której szkło zaczęłam oglądać występ. Tylko ja widziałam jak po jej uwodzicielskim, lecz dziewiczym ciele, spływają upiorne krople. Oblizałam drapieżnie wargi.

- Jest tu tylko piękną zabawką dla takich jak ty. O ile można nazwać pięknym kogoś, kto jest zwykłą niewolnicą.

Opuściłam naczynie, po czym objęłam je wargami w przelotnym pocałunku. Felix poprawił krawat w akcie zakłopotania, a następnie odwrócił się w pełni do mnie, odcinając się od wzroku śpiewaczki, którym omiatała całą salę. Zmierzyłam jego postać powoli,  ciężkimi powiekami.

- Gdybyś był, oh gdybyś był jak sen, czy pozwoliłbyś mi się zbudzić? Gdybyś był, oh gdybyś był jak deszcz, czy pozwoliłbyś mi się schronić?

- Tylko uwięzione ptaki są tymi najpiękniejszymi. W końcu nie bez powodu trzymane są w złotych klatkach. – szepnął, nachylając się ku mojej szyi, by spić z niej słodycz moich perfum.

Cofnął się, gdy przez krótką chwilę oślepił go blask ostrza sztyletu, witającego świat z rękawa sukni, okalającej moje ciało.

- Nie sądzę. – powiedziałam przeciągle, strzepując materiał. – Tylko wolne ptak są tymi najpiękniejszymi, mój drogi. W końcu potrafimy docenić wyłącznie to, czego nie możemy posiąść, a gdy już zdobędziemy i upewnimy się, że pozostanie z nami na zawsze, traci swoją wartość, a zarazem nasze zainteresowanie oraz zachwyt.

Kryształowa szklanka, której ścianki jeszcze przed chwilą pieścił bursztynowy płyn, zadzwoniła wdzięcznie, gdy spoczęła na wytartym blacie baru.

- Nie wyrwą mnie, oh nie wyrwą… Z objęć nimf odrętwiałych… Co wraz z Księżycem, kołysały mnie do snu…

- Dlaczego w takim razie mnie tutaj zabrałaś, skoro wyraźnie gardzisz tym lokalem?

- Być w Londynie i nie wstąpić do żadnego z magicznych pubów? Brzmi jak marnotrawstwo, którego zdecydowanie nie chcę mieć na sumieniu.  – zaśmiałam się cicho, puszczając do niego oczko.

Pokręcił głową, lekko rozbawiony, lecz też wyraźnie zmęczony moimi grami. Bez wątpienia widział we mnie kotkę, która delikatnie swoją puszystą łapką, zagarnia ku sobie swoją ofiarę. Wyciągnęłam dłoń, a on natychmiast ją ujął i przysunął do swojej piersi, tuląc.

- Chciałam ci podziękować za każde poświęcenie oraz każdy dzień z tego roku, w którym ćwiczyliśmy ponad nasze siły, aby w końcu być gotowymi na naszą wielką próbę. Za dwa dni wyruszamy do Hogwartu! Czy to nie wspaniałe?

Przekrzywił delikatnie głowę, po czym obdarował mnie czułym spojrzeniem. Zupełnie jakby spoglądał na swoją małą dziewczynkę, która w końcu zasmakowała szczęścia. Nie jestem pewna dlaczego, ale uspokoiłam na chwilę swoje podekscytowanie i zaczęłam po prostu uśmiechać się do niego, lecz w sposób zupełnie do mnie niepodobny. Rzeczywiście czułam się szczęśliwa, ale zdałam sobie sprawę z tego, że tak naprawdę bez niego nie byłabym w stanie tak naprawdę nic czuć. To on, swoją prawdziwością, potrafił ogrzać moją duszę, dotknąć jej i oswoić, chociaż nawet mi nie udawało się tego dokonać. Jednak przede wszystkim nie pozwolił na to, by zginęła, choć tak bardzo pragnęli tego potężniejsi od nas. Do moich oczu napłynęły łzy. Zacisnęłam zęby, siląc się na nie uronienie ani jednej. Chłonęłam go wzrokiem, pomimo tego, że jego postać stała się dla mnie rozmazana, zupełnie jakby chwilę wcześniej ktoś zburzył spokojnie taflę jeziora, w którą się wpatrywałam. Z biegiem czasu zaczynałam czuć ogromne przywiązanie. Jego ramiona stały się przystanią dla mojego serca, a oczy latarnią morską, rozpraszającą swoim światłem wszystkie mroczne zjawy, pożerające mój umysł. Czy już nigdy nie będę w stanie podnieść kotwicy i odpłynąć? Zostawić go? Odwrócić się od jedynego światła, wskazującego mi drogę?

Błagam, nigdy nie zgaśnij. Niech światło, wypełniające cię, zawsze mi przyświeca, bo gdy nadejdzie sztorm, pochłonie mnie, a ja…

- I gdy śmierć, oh gdy już śmierć spadnie na mnie, nie wierzę, że skończę w ziemi na dnie…
Wzięłam głęboki oddech, po czym wypuściłam powoli powietrze, siląc się na opanowanie emocji.

- Przeżyjemy najwspanialszą przygodę naszego życia. – powiedział, ledwo dosłyszalnie, po czym złożył pocałunek na wierzchu mojej dłoni.

Przyjemny dreszcz przebiegł wzdłuż mojego kręgosłupa, dopełniając swojego żywota na moich wargach, cichym jęknięciem. Uśmiechnął się, zadowolony.

- Czy teraz zechcesz wyjawić mi, jakiż to szalony plan, zrodzony w twojej główce sprawił, że twoje nogi tutaj zawędrowały? – szepnął, nachylając się do mnie konspiracyjne.

Odwzajemniłam ten ruch.

- A co, gdybym ci powiedziała, że całkiem przypadkowo, właśnie tutaj, znajduje się osoba, która jest w stanie nareszcie odpowiedzieć na najbardziej dręczące nas pytanie?

Felix zmarszczył brwi, po czym wyprostował się i opadł na oparcie krzesła. Włożył dłonie do kieszeni, a następnie zastygł, niedowierzając.

- Kto? Jak? – to były jedyne pytania, jakie w tamtym momencie mogły przejść mu przez usta.

- Magia. – powiedziałam, po czym puściłam do niego oczko, na które odpowiedział szybkim przewróceniem gałek ocznych. – Oh, proszę cię. Nie udawaj, że nie kochasz tego, jaka jestem.

Zwolniłam wcześniej zajmowane przeze mnie miejsce, po czym podniosłam fałdy swojej perłowej sukni, aby móc oddalić się swobodnie od baru. Trąciłam przy tym dłonią lampkę wina, lecz już po chwili moje paznokcie zadźwięczały na szlachetniej tafli szkła, kiedy to ujęłam naczynie od spodu, układając swoją dłoń w koszyczek. Odeszłam od Felixa, kłaniając się majestatycznie. Jeszcze na pożegnanie odrzuciłam z ramienia kaskadę moich czarnych, błyszczących loków. Skupiłam całą swoją uwagę na przyglądaniu się gościom, zasiadającym przy osobnych, okrągłych stolikach, znajdujących się tuż przy scenie, przez co nie usłyszałam ostatnich słów Felixa.  

- Kocham. – jęknął tęsknie w stronę mojej oddalającej się postaci. – Kocham, mój trzepoczący, wolny ptaszku.

Skinął głową w stronę barmana, przecierającego kufle wyjątkowo szarą ściereczką, a następnie sięgnął do kieszeni swojej marynarki. Sześć złotych monet wzbiło się w powietrze, by zaraz upaść na wyciągniętą dłoń pracownika.

- Czy ty, oh czy poczekasz na mnie? Gdy upadnę, umilknę, czy pomożesz mi i zgadniesz? Czy zgadniesz, co w moim sercu gości, czy odegnasz ten strach, co się w nim mości?

Zatrzymałam się niedaleko sceny, obserwując pewien stolik, który od początku był celem moich poszukiwań. Sięgnęłam dłonią, ku moim włosom, aby ująć w palce dwa, fioletowe kwiatki. Starłam je na pyłek, który spoczął na moich odsłoniętych obojczykach oraz szyi. Uśmiechnęłam się do siebie delikatnie, a kiedy poczułam się wystarczająco pewnie ruszyłam, zataczając okręgi biodrami. Dwaj mężczyźni, zajmujący miejsca przy wybranym przeze mnie stoliku, zauważyli mnie już wcześniej, zanim zdążyłam przysłonić im scenę swoim ciałem. Niezbyt taktowanie wymienili się spojrzeniami, lecz wręcz natychmiast znów skupili swoją uwagę na mnie. Dokładnie wiedziałam, czego pragną. W tym momencie zależało mi tylko na jednym z nich.

- Przepraszam, czy mogę przysiąść się do Panów? – spytałam, kładąc rękę na swojej talii.

- Tak pięknej kobiecie nie sposób odmówić. – odezwał się starszy z nich.

Odsłoniłam swoje perliście białe zęby, a z moich ust wydobył się melodyjny śmiech. Zajęłam wolne krzesło, które znajdowało się tuż obok młodego mężczyzny, który prawdopodobnie towarzyszył swojemu ojcu. Jego postać nie była ujęta w planie, lecz nie przerwałam misji.

- Oh, jest Pan naprawdę niezwykle uprzejmy. Zdecydowanie zasługują Panowie na o wiele lepszą rozrywkę niż to, co serwuje ten lokal. – powiedziałam, jednocześnie zakładając nogę na nogę.

Błyszczący materiał sukni spłynął z mojej gładkiej nogi, niczym woda rozbijająca się o kamienie, będące dziećmi górskiej ziemi. Syn mojego celu poruszył się niespokojnie, lecz nie zwracałam na niego uwagi. Był jedynie niewyraźną plamą, którą częściowo chwytałam kątem oka. Natomiast ojciec rozsiadł się wygodniej, omiatając mnie wzrokiem, zupełnie jakby oceniał moją wartość. Jednakże pomimo tego wyglądał na niewzruszonego.

- Skoro uważa Pani śpiewaczkę za nie dość dobrą dla ucha i oka ludzi naszego pokroju, to co Panią tu sprowadza?

Westchnęłam, wydobywając z siebie przy tym słodkie jęknięcie.

- Mało już spotyka się prawdziwych mężczyzn, którzy potrafią z klasą, nawiązać relację z kobietą i stać się godnym towarzyszem, dzielącym uroczy wieczór.

Oboje w tym samym momencie podnieśliśmy lampki z winem. Uśmiechnęłam się kusząco, unosząc jeden kącik ust, po czym uniosłam naczynie wyżej w akcie pozdrowienia. Nasze podniebienia zostały skąpane alkoholem, lecz oczy nadal toczyły bitwę. Każda ze stron starała się przejrzeć tą drugą i ją rozbroić.

- I uważa Pani, że to właśnie otrzyma w moim towarzystwie? – spytał, sięgając po butelkę musującego, białego wina.

- Wygląda mi Pan na poważnego mężczyznę, a właśnie tacy przyciągają mnie najbardziej. Cóż lepszego może być w Londynie, niż dostojni czarodzieje,  którzy klasę mają w swojej czystej krwi? – powiedziałam przeciągle, nastawiając puste naczynie ku szyjce pozłacanej butelki.

Przesunęłam palcem po krawędzi szkła, aby zebrać samotną kroplę wina, oddzieloną od swoich zjednoczonych sióstr, po czym wyzywająco objęłam go ustami.

- Lepsze mogą być już tylko piękne kobiety, przybywające z odległych krajów, które nadają naszemu światu odrobinę niezwykłości. Pierwszy raz Pani stópka stanęła na naszych ulicach?

- Owszem, dlatego liczę na gentelmana, który nie zmarnuje mojego czasu i pokaże mi coś, co odejmie mi oddech.

Mój rozmówca zaśmiał się do swoich myśli.

- Skoro tego właśnie Pani oczekuje to jestem pewien, że spędzimy naprawdę miło wieczór w swoim towarzystwie.

Mówiąc to, skinął głową na swojego syna, który powstał wraz z ojcem, lecz odszedł w stronę baru. Nareszcie wszystko zaczęło toczyć się według naszego planu. Zostałam sam na sam ze swoim celem, który podszedł do mnie i ujął moją dłoń, aby pomóc mi wstać. 

Niespodziewanie, gwałtownym ruchem złapał mnie za biodra i przysunął do siebie. Jego usta znalazły się tuż przy moim uchu.

- Zapraszam, proszę za mną. Niech mi Pani pozwoli skraść swój oddech.

Zachichotałam, kładąc swoje dłonie na jego klatce piersiowej.

- Pozwalam. – rzekłam, rozmarzonym głosem.

Zamiotłam podłogę swoją suknią, kiedy to ruszyliśmy w stronę bocznych drzwi. Moje serce szalało, przepełnione emocjami.

- Proszę bardzo.  – mruknął odźwierny, ukrywający swoje oblicze pod czarnym kapturem.

Puściłam do niego oczko, dając tym samym znak, że wszystko idzie według planu. Iwo odwzajemnił ten ruch.

Drzwi zamknęły się za nami z lekkim skrzypnięciem. Obróciłam się wokół własnej osi, podziwiając urządzoną z przepychem komnatę. W jej centrum znajdowało się wręcz królewskie łoże. Położyłam się na nim, chłonąc miękkość pościeli. Zaczęłam wyginać kusząco swoje ciało, czekając na reakcję mężczyzny. Nastąpiła niemal natychmiast. Chwycił mnie od tyłu za biodra, co wywołało u mnie nieprzyjemny dreszcz, gdy poczułam jego ciało przy moim. Jednakże musiałam zwalczyć swoje odruchy i dalej grać.

- Chodź tutaj do mnie, suczko. Nie uciekaj. – mruknął.

Przysunął mnie do siebie mocno, jednocześnie rzucając plecami na łóżko. Uwięził moje piersi w swoich dłoniach, a następnie zaczął ściskać je łapczywie, jednocześnie gładząc kciukiem moje tkliwe sutki. Przygryzłam swoje wargi, ulegając przez chwilę pieszczotom. Wygięłam swoje ciało w łuk, eksponując szyję oraz biodra. Z moich ust zaczął wydobywać się jęk, który zaczął go podniecać.

- Tak dobrze, tak? – spytał przeciągle, z ekscytacją i zadowoleniem.  – Poczekaj, aż...

Nie pozwoliłam mu dokończyć. Poderwałam się, błyskawicznie chwytając za rękojeść sztyletu. Kopnęłam go w pierś, a on zgiął się w pół, po czym upadł na podłogę. Nie zwlekając, rzuciłam się na niego. Był oszołomiony, lecz nie stracił świadomości, a co więcej nadal mógł sięgnąć po swoją różdżkę. Jednakże byłam o wiele szybsza. Ujęłam ją w dłoń, a następnie odrzuciłam na bok, aby nie mógł po nią sięgnąć. Ostrze sztyletu wtuliło się w jego skórę na gardle.

 W tym samym momencie drzwi od pokoju trzasnęły. Na progu pojawił się Felix, który wlekł przed sobą nieprzytomnego zakładnika. Szybko stanął pod ścianą, przytrzymując bezwładne ciało młodego mężczyzny. Od tyłu ubezpieczał go Iwo, zamykając za sobą drzwi. Wyciągnął różdżkę, po czym rzucił nieznane mi zupełnie zaklęcie.

- Wszystko w porządku? – spytał Felix z troską, wskazując na moją pomiętą suknię.

Odpowiedziałam skinieniem głowy, wciąż wpatrując się w swoją ofiarę.

-  Charlus Potter. – powiedziałam przeciągłym głosem. -  Nie miałam pojęcia, że z Pana taki ogier. Pańska żona musi być zachwycona.

Mężczyzna oddychał ciężko, a na jego czole perliły się krople potu. Nie próbował się nawet bronić.

- Proszę jej nic nie mówić. – wycharczał, pod naporem ostrza.

- Dlaczego nie? – spytałam, udając zdziwienie – Nie uważa Pan, że powinna znać prawdę o tym, jakim zabawom oddaje się jej mąż, a na dodatek wciąga w to jej ukochanego syna?

Mówiąc to, wskazałam skinieniem głowy na bezwładne ciało chłopaka. Potter podążył za mną wzrokiem.

- Błagam, nie krzywdźcie Jamesa.  – rzekł, a głos mu się łamał. – Zrobię, co tylko chcecie, ale zostawcie go w spokoju.

- Oj, będzie musiał się Pan postarać, żeby nas zadowolić na tyle, by zwrócić Panu syna. Teraz należy do mnie.

W tym momencie Charlus zaczął gorączkowo się wyrywać. Już miałam odskoczyć, gdy zorientowałam się, że jego ręce są skrępowane magiczną siłą. On również o tym nie wiedział, lecz gdy zdał sobie sprawę z tego, że marnuje jedynie energię i pogarsza swoją sytuację, zaprzestał.

- Kim jesteście? I czego chcecie? – spytał, zrezygnowany.

- Otóż posiada Pan pewną cenną dla mnie informacje, pochodzącą prosto z Ministerstwa Magii. Przejdę od razu do rzeczy. Co wie Pan na temat powtarzających się anomalii w postaci deszczu martwych kruków?

Mężczyzna zaśmiał się kpiąco.

- Myślisz, że tylko ciebie to dotyczy? Jakież to naiwne.

Przycisnęłam mocniej sztylet do jego szyi. Diament zaczął błyszczeć, rozochocony smakiem krwi.

- Mów. Co to ma oznaczać? I kto za tym stoi?

Wskazał na złoty medalion, błyszczący zza jego rozpiętej koszuli.Otworzyłam go, a moim oczom ukazała się drobna klepsydra, wypełniona sproszkowanymi diamentami.

- To nie żadna klątwa ani urok. Ktoś manipuluje czasem, moja droga. Zmienia bieg wydarzeń tak bardzo, że nasza rzeczywistość zaczyna się rozpadać.